Marlena Kalinowska_psychoterapia_gestalt _bliskość budzi lęk

Co robić, gdy bliskość budzi lęk? O ambiwalencji w relacjach z innymi

Bliskość – pragnienie i napięcie jednocześnie

Bliskość z drugim człowiekiem jest jedną z naszych podstawowych potrzeb. Chcemy być widziani, słuchani, rozumiani. Jednocześnie wielu z nas doświadcza silnego lęku, gdy relacja zaczyna się zacieśniać. Zamiast spokoju pojawia się napięcie, potrzeba ucieczki, zamieszanie, niepokój.

To wewnętrzne rozdwojenie – pomiędzy pragnieniem a lękiem – nazywamy ambiwalencją. Możemy kogoś bardzo chcieć, a jednocześnie obawiać się zbliżenia. Możemy tęsknić za relacją, ale kiedy ona się pojawia – zamieramy albo odsuwamy się. To nie znaczy, że coś z nami nie tak. To znaczy, że nasz system emocjonalny próbuje poradzić sobie z czymś trudnym.

Skąd bierze się ambiwalencja w relacjach?

Często ma swoje korzenie w przeszłości. Jeśli bliskość była nieprzewidywalna, obwarowana warunkami („kocham cię, jeśli…”), albo wręcz zagrażająca – nasze ciało i umysł nauczyły się, że relacja to coś, co może ranić. Nawet jeśli bardzo jej pragniemy.

W dorosłości może to prowadzić do sytuacji, w których:

  • bardzo chcemy związku, ale unikamy zaangażowania,
  • sabotujemy relacje, które zaczynają być poważne,
  • reagujemy wycofaniem, gdy ktoś zbliża się za bardzo,
  • budujemy dystans w bliskich więziach,
  • wciąż „wracamy” do niedostępnych osób.

To próba pogodzenia dwóch potrzeb: bliskości i bezpieczeństwa. Kiedy jedno zagraża drugiemu, pojawia się lęk.

Marlena Kalinowska_psychoterapia_gestalt _bliskość budzi lęk

Jak to wygląda w terapii?

W relacji terapeutycznej takie ambiwalentne wzorce również się ujawniają. Klient może przychodzić z pragnieniem kontaktu i jednocześnie czuć dystans, wstyd, wycofanie. Może pojawić się opór, milczenie, nieufność – czasem nie wprost.

W podejściu Gestalt ważne jest, by nie oceniać tego jako „problem”. Lęk przed bliskością nie jest przeszkodą – jest informacją. To sygnał, że kiedyś coś było trudne, że bliskość mogła oznaczać zagrożenie, zranienie, zależność. W bezpiecznej relacji terapeutycznej ten lęk może być zauważony i potraktowany z szacunkiem. Nie trzeba go usuwać. Wystarczy być z nim – krok po kroku.

Z czasem, gdy doświadczenie kontaktu jest inne niż to, do którego przywykliśmy – zaczyna się coś zmieniać. Buduje się nowa jakość relacji: oparta na zaufaniu, łagodności, autentyczności. Nie przez przymus, ale przez doświadczanie.

Przykład z gabinetu

Mateusz (imię i szczegóły zostały zmienione) trafił do gabinetu z przekonaniem, że jego relacje zawsze kończą się w podobny sposób – gdy robi się naprawdę blisko, on się wycofuje. Z jednej strony bardzo pragnął bliskości i poczucia więzi, z drugiej – gdy tylko druga osoba zaczynała się zbliżać, czuł napięcie, niepokój, czasem złość. W początkowym etapie terapii często przychodził z rezerwą, niechętnie dzielił się osobistymi doświadczeniami, unikał kontaktu wzrokowego.

To był czas, w którym trudno mu było utrzymać stałość relacji – także w gabinecie. Spotkania bywały odwoływane, pojawiało się wycofanie. Nie próbowałam tego nazywać ucieczką – raczej razem przyglądaliśmy się temu, co się dzieje, gdy ktoś się zbliża. Co pojawia się w ciele, jakie myśli, jakie napięcia? Mateusz sam zauważył, że kiedy zaczyna się otwierać, włącza mu się wewnętrzny alarm. Jakby bliskość oznaczała, że coś złego może się wydarzyć.

Z czasem dotarliśmy do jego doświadczeń z dzieciństwa – relacji, w której emocjonalna bliskość była nieprzewidywalna. Czasem obiecywana, czasem karana. W bezpiecznej przestrzeni gabinetu miał możliwość odkrywać, że dziś już nie musi chronić się w ten sam sposób. Że może być w relacji, zachowując swoje granice.

Proces ten nie był liniowy ani szybki – ale stopniowo uczył się rozpoznawać, kiedy reaguje z lęku, a kiedy jest gotów na autentyczny kontakt. Jego historia pokazuje, że nawet głęboko zakorzenione schematy można rozluźniać – z uważnością, w relacji, która wspiera, a nie ocenia.

Co może pomóc w pracy z ambiwalencją?

  • Nazwanie tego, co się dzieje: „chcę, ale się boję” – już samo uświadomienie sobie tej sprzeczności przynosi ulgę. Daje przestrzeń na zaakceptowanie, że obie emocje mogą istnieć jednocześnie i nie trzeba ich zwalczać.
  • Uświadamianie sobie momentów, w których lęk każe się wycofać – bez oceniania, bez zmuszania się do innego działania. Czasem sama świadomość, że to właśnie lęk kieruje naszym zachowaniem, może być początkiem zmiany.
  • Sprawdzanie, co wywołuje napięcie – może to być konkretny temat rozmowy, sposób patrzenia, bliskość fizyczna lub nawet zbyt szybkie tempo rozwoju relacji. Świadomość tych drobnych sygnałów pozwala na większą uważność i wolność w podejmowaniu decyzji.
  • Uczenie się, że można być w relacji i jednocześnie pozostać sobą – że kontakt nie musi oznaczać utraty granic. Tę umiejętność często buduje się przez doświadczenie – gdy w bezpiecznej relacji możemy być autentyczni i nie spotyka nas za to kara czy odrzucenie.
  • Doświadczanie relacji, w której nie trzeba się chronić – krok po kroku. To nie dzieje się od razu. Ale każda chwila kontaktu, która nie rani, a daje oparcie, zapisuje się w naszym systemie nerwowym jako nowe doświadczenie. I z czasem zaczyna zmieniać sposób, w jaki wchodzimy w relacje z innymi.

Ambiwalencja wobec bliskości nie jest oznaką słabości. To ślad po tym, jak kiedyś uczyliśmy się przeżywać relacje. Dziś możemy to robić inaczej – nie rezygnując z siebie, ale odzyskując kontakt.

Jeśli bliskość budzi w Tobie napięcie, nie musisz przechodzić przez to sam. Psychoterapia może pomóc zrozumieć źródła lęku i stworzyć przestrzeń, w której relacja przestaje ranić – a zaczyna wspierać. ZAPRASZAM.

Pozdrawiam,