Czy terapeuta ma Cię „naprawić”? Gestalt o wspólnym tworzeniu zmiany
„Zmiana dzieje się wtedy, gdy stajesz się tym, kim jesteś – a nie wtedy, gdy próbujesz być kimś innym.”
— Fritz Perls
Skąd bierze się pomysł, że psychoterapeuta „naprawia”?
W wielu dziedzinach zdrowia działa prosty schemat „objaw → diagnoza → naprawa”. Złamana kość? Lekarz nastawia i usztywnia. Infekcja? Dostajemy antybiotyk. Nic dziwnego, że ten model łatwo przenosi się na psychikę. Oto kilka źródeł tego mitu:
Problem w tym, że psyche nie jest silnikiem. Emocje i potrzeby tworzą żywy, zmieniający się system zależny od historii, relacji i kontekstu. Dlatego w Gestalcie mówimy raczej o towarzyszeniu w odkrywaniu niż o naprawianiu. Terapeuta nie dokręca śrubek – pomaga zobaczyć, jak całość już funkcjonuje i gdzie warto dodać wsparcie.
Co oznacza współtworzenie zmiany w Gestalcie?
W Gestalcie proces terapii przypomina wspólną wyprawę. Terapeuta wnosi mapę – wiedzę o emocjach, ciele i relacjach – a klient przychodzi z własnym krajobrazem doświadczeń. W centrum uwagi znajduje się to, co oboje przeżywają tu i teraz: jeśli w rozmowie pojawi się napięcie albo śmiech, zatrzymujemy się i sprawdzamy, co to mówi o potrzebach każdej ze stron. Dzięki temu powstaje żywa, niepapierowa mapa zmian.
Terapia opiera się na przekonaniu, że w każdej osobie działają już pewne zasoby. Zamiast kolejnej listy „co naprawić”, szuka się chwil, w których klient czuje spokój, radość lub ciekawość – te momenty stają się fundamentem dalszych kroków. Gdy pojawia się trudność, terapeuta nie serwuje gotowej recepty, ale proponuje mały eksperyment. Może to być wypowiedzenie zdania na głos, świadome rozluźnienie ramion albo zwrócenie uwagi na oddech w newralgicznym momencie. Razem obserwujemy efekt i decydujemy, co dalej.
Najważniejsza nie jest jednak technika, lecz jakość kontaktu. W bezpiecznej relacji łatwiej odważyć się na szczerość i próbować nowych zachowań. Odpowiedzialność rozkłada się po obu stronach: klient decyduje, które tematy są gotowe do pracy i w jakim tempie się poruszać, terapeuta czuwa nad procesem, proponuje narzędzia i dba o atmosferę ciekawości zamiast oceny.
Tak rozumiana współpraca zamienia mit „naprawienia” w doświadczenie wspólnego odkrywania – krok za krokiem, zgodnie z rytmem klienta.
Jak to wygląda w praktyce?
Wyobraź sobie sesję jak wspólny stół roboczy. Na tym stole leżą Twoje codzienne sytuacje, moje pytania i kilka prostych narzędzi. Zaczynamy od krótkiego sprawdzenia, z czym dziś przychodzisz – może to być trudna rozmowa z pracy albo dziwne uczucie ciężkości, które obudziło Cię nad ranem. Razem patrzymy, co dzieje się w ciele (np. napięte ramiona, ściśnięte gardło) i jakie emocje lub myśli idą za tym sygnałem.
Kiedy zauważymy moment, w którym coś „zgrzyta”, proponuję mini‑eksperyment. To krótka próba – czasem wypowiedzenie zdania na głos, czasem świadome opuszczenie barków czy postawienie stóp mocniej na podłodze. Ćwiczenie trwa chwilę, bo jego celem nie jest „sukces”, lecz sprawdzenie, jak reaguje ciało i emocje, gdy zrobisz coś odrobinę inaczej.
Po próbie razem opisujemy, co się wydarzyło:
- Czy oddech stał się głębszy?
- Czy pojawiła się ulga, a może większe napięcie?
- Jakie myśli przyszły jako pierwsze?
Tę obserwację nazywamy świeżą informacją zwrotną – materiałem do kolejnego kroku. Jeśli coś przyniosło ulgę, umawiamy się, że spróbujesz tego w realnym życiu. Jeśli wywołało dyskomfort, badamy, co było zbyt duże i jak zmniejszyć skalę.
Najważniejszy jest kontakt między nami: szczere „to dla mnie trudne” lub „to mnie ciekawi” robi więcej niż najbardziej wymyślna technika. W ten sposób każda sesja staje się małym laboratorium, gdzie możesz testować nowe reakcje w bezpiecznych warunkach.
Zmiana rodzi się z wielu takich prób. Czasem widzisz ją po kilku tygodniach, czasem po miesiącach. Liczy się to, że każdy krok jest dopasowany do Twojego tempa i oparty na wspólnym doświadczeniu, a nie na gotowej instrukcji.
Spotkanie z Agnieszką (34 lata) – z gabinetu psychoterapeuty
Imię i szczegóły zostały zmienione, by zachować poufność.
Agnieszka powiedziała na wstępie: „Ciągle przepraszam, nawet gdy nie zrobiłam nic złego”. Kiedy wypowiadała słowo przepraszam, barki wędrowały w górę, a oddech zatrzymywał się pod obojczykami. Zatrzymałyśmy się przy tym obrazie. Poprosiłam ją, by położyła dłoń na mostku i wykonała trzy spokojne wdechy aż do brzucha. Już przy drugim wdechu barki opadły o centymetr. Organizm pokazał, że ma dostęp do trybu „mniej spiętego”, choćby na chwilę. Nie wydałam polecenia „rozluźnij się” – oddech zrobił swoje.
Umówiłyśmy się na prostą próbę w codzienności: zanim padnie kolejne odruchowe „przepraszam”, Agnieszka zatrzyma się na jeden świadomy oddech i zamiast przeprosin zada pytanie: „Czy to dla Ciebie w porządku?”. Tydzień później wróciła z historią rozmowy z przyjaciółką. Poczuła znajome napięcie, wzięła oddech, zadała pytanie, a przyjaciółka odpowiedziała spokojnie. Barki puściły niemal od razu. Kluczowe było to, że to ciało – nie ja – pokazało Agnieszce, że pauza jest bezpieczna.
W kolejnych tygodniach przenosiła tę pauzę na rozmowy w pracy i w mailach. Kiedy barki znów uciekały w górę, rozumiała, że wraca stary automat. Mogła wybrać: zrobić oddech, zadać pytanie lub, jeśli naprawdę uznała to za potrzebne, przeprosić. Po kilku miesiącach powiedziała z uśmiechem: „Już nie przepraszam, żeby zniknąć. Najpierw oddycham, a słowa przychodzą same”. Ciało stało się barometrem, który informuje o granicy i pozwala świadomie reagować. Terapeuta nie „naprawił” Agnieszki; stworzył warunki, w których mogła sama dostrzec to, co już w niej działa.
Gdy w głowie pojawia się myśl: „Potrzebuję szybkiej recepty”
Pragnienie natychmiastowej ulgi jest całkowicie zrozumiałe. W trudnym momencie marzymy, by ktoś podał gotowe zdanie, ćwiczenie lub film na YouTubie, które w minutę usunie dyskomfort. Doświadczenie pokazuje jednak, że psychika przyswaja zmiany tak, jak ciało buduje kondycję – powoli, powtarzalnie i w swoim rytmie. W Gestalcie stawiamy na małe, powtarzalne kroki. Każda sesja kończy się jasnym i czytelnym wnioskiem: „Co odkryłem dziś o sobie i jak mogę to przetestować w codziennym życiu?”. Taki sposób pracy nie daje sensacji z dnia na dzień, ale tworzy stabilny fundament. Z czasem odkrywasz, że to, co było mgłą emocji, staje się jasną i czytelną treścią, z którą można świadomie wybierać kierunek.
Zaproszenie do rozmowy – pierwszy krok w praktyce
Jeśli chcesz sprawdzić, jak wygląda taka współpraca, zapraszam na niezobowiązującą konsultację. Podczas pierwszego spotkania opowiesz, co jest dla Ciebie ważne, a ja pomogę zatrzymać się przy pierwszych sygnałach z ciała i emocji. Bez naprawiania, bez etykietek – raczej z ciekawością i szacunkiem do Twojego tempa. Zmiana naprawdę zaczyna się od pierwszego świadomego oddechu i od decyzji, żeby nadać sobie priorytet.
Pozdrawiam,

